Noc na Szpilówce [03]

 

Anonsowałem w poprzednim wpisie "noc wieżącego"...? Nadeszła. Oto ona!

Zapowiadała się ciepła noc, a po deszczach w powietrzu wisiała wilgoć. Warunki w sam raz na poranne mgły.
Spakowałem się szybko i sprawnie i już po zachodzie słońca dotarłem na Szpilówkę.
Przed zmrokiem wykonałem kilka zdjęć, ale to tak tylko dla dokumentacji i zajęcia się czymś. Bardziej liczyłem na poranne mgły, więc ustawiłem budzik na 4:30 i zaszyłem się w namiocie.


Nad ranem się zaczęło... Początkowo niewielkie smugi mgieł zaczęły przeradzać się w grube wały chmur, płynąc znad Dunajca, od Czchowa w stronę Iwkowej, gdzie rozlewały się szeroko i wysoko, kotłując nieustannie i zmieniając obraz przede mną. Wpływały do doliny potoku Urban, przelewały się do Nagorza, a nawet stamtąd nadmiar chmur wlał się w dolinę Rajbrotu, skąd niewielkimi mgiełkami dostawał się nad Lipnicę. 


Przyjemnie było obserwować wilgotne opary mgieł i chmur, pochłaniających okoliczne doliny i wspinające się do pagórków z głębokich nizin. Sytuacja zmieniała się z kwadransa na kwadrans, a godzinę później nic nie wyglądało jak przed godziną. To prawdziwy ruchomy spektakl, uwieczniony na nieruchomych obrazach. Do tego gra świateł i kolorów oraz dźwięków wydobywających się spod grubej pierzyny chmur, jak choćby czyste, krystaliczne dźwięki dzwonu wzywającego na poranne nabożeństwo, czy odgłos traktora, którym rolnik z rana spieszył w pole...
Przed godziną dziewiątą chmury nad Iwkową zaczynały się podnosić, mgły się powoli rozpływały, odsłaniając wieżę kościoła i pozostałe zabudowania. O tej porze nad Lipnicą - wcześniej nieledwie zamgloną, - po porannych oparach nie było już śladu. Wystarczy na dziś.
 

Schodzę na dół, do Urbanka. Woda z tamtejszego źródła ma niesamowity smak i krystaliczną czystość, toteż zawsze zabieram jej trochę do domu. Także i sama kapliczka jako wspomnienie pustelni sprzed niemal tysiąca lat, ma dla mnie duże znaczenie, gdyż z tatą przychodziłem tu jeszcze w wieku przedszkolnym.


Kierunek - Lipnica. Trasa znana na pamięć, a w drodze, po wyjściu na grzbiet - bułka bananowa mojego wypieku na śniadanie.
Nogi niemal same przyprowadziły mnie w domowe zacisze... :-) 











Tym razem świt był cieplejszy... :-)


































 .

Komentarze